Mateusz Klinowski » dowiedz się więcejRada Miejska

Bałagan w polityce alkoholowej

Rada Miejska
herb

Jutrzejsza sesja poświęcona jest alkoholowi. Ale nie będziemy go pić, tylko porządkować w gminie związane z nim sprawy.

Jako radny byłem krytykiem dotychczas obowiązujących rozwiązań w dziedzinie polityki alkoholowej, w tym programów profilaktyki autorstwa prezesa klubu sportowego MKS Skawa Wadowice i radnego powiatowego w jednej osobie. Wskazywałem na to, że z uchwalanych programów niewiele wynika, a głównym beneficjentem wydatków z tzw. korkowego jest stowarzyszenie, w którego władzach zasiada sam prezes-radny, do tego gminny pełnomocnik. Uważałem to za stan niedopuszczalny. Słusznie?

Po objęciu stanowiska burmistrza zdałem sobie sprawę, że problemów jest więcej i polityka alkoholowa wymaga poważnej reformy i uporządkowania. Właśnie się za to zabieramy.

Rada Miejska na przestrzeni lat uchwaliła: 1) gdzie nie można spożywać alkoholu (park, rynek itd.), 2) gdzie nie można sytuować punktów sprzedaży (właściwa odległość od szkół, przedszkoli, kościołów itd.) , 3) ile maksymalnie może istnieć punktów sprzedaży alkoholu w stężeniu powyżej 4.5%, nie będącego piwem.

Ów limit, wzbudzający dzisiaj najwięcej kontrowersji, dotyczy wyłącznie alkoholu o odpowiednim stężeniu oraz odpowiedniego rodzaju. Przez to, działanie regulacyjne limitu jest ograniczone – nawet zerowy limit nie wyeliminuje z gminy alkoholu. W Wadowicach limit nie jest stosowany jednolicie. W 2001 roku ustalono go dla gastronomii w wysokości 60 punktów. Limit dla sklepów określono ostatni raz w 2007 roku – 90 punktów. Skąd taki podział? Stosują go niektóre gminy, jak się wydaje, głównie przy okazji operacji zmniejszania limitu. Jego rozdzielenie ma zabezpieczyć interesy restauratorów, przy założeniu, że sklepy powstają łatwiej i szybciej ulegają likwidacji.

Ale to nie wszystko. Warto przemyśleć projekt uchwały, która uniemożliwiałaby powstawanie kolejnych sklepów z alkoholem w mieście, gdzie i tak ich nie brakuje, a pozwalałaby tworzyć je tam, gdzie w promieniu wielu kilometrów nie ma żadnych innych punktów sprzedaży. Dziś to jeden z wielu elementów utrzymującego się upośledzenia miejscowości wiejskich, gdzie działalność handlowa natrafia na bariery.

Dzisiaj mamy 13 wolnych punktów gastronomicznych, a „na sklepach” jedynie 1 lub 2 (decyzje w toku). Do sklepów jak zawsze ustawiła się kolejka – źródło niesnasek i nieprawidłowości, oraz ciągłych skarg, w tym także zarzucających poszczególnym urzędnikom korupcję. W kolejce oczekuje obecnie 9 osóbLikwidacji tej kolejki służy proponowana przeze mnie zmiana – po połączeniu limitów pojawi się 14-15 wolnych miejsc i każdy z przedsiębiorców będzie mógł rozpocząć działalność handlową. W tym celu przedłożyłem na najbliższą sesję nadzwyczajną Rady Miejskiej projekt uchwały dotyczący ustalenia liczby punktów sprzedaży napojów zawierających powyżej 4,5% alkoholu (z wyjątkiem piwa) przeznaczonych do spożycia poza miejscem sprzedaży jak i w miejscu sprzedaży. Wbrew zarzutom, nie spowoduje to zmiany w uchwalonym limicie, a jedynie pozwoli go w pełni wykorzystać. Z pomocą tej uchwały i powołania nowego składu Gminnej Komisji powinniśmy otrzymać narzędzie sprawniejszego kreowania polityki alkoholowej.

Jest to oczywiście rozwiązanie doraźne, ale w tym momencie jaką mamy alternatywę? Do tej pory w UM Wadowice zezwolenia przyznawano wg wspomnianej kolejności zgłoszeń. Nie miało to żadnej podstawy prawnej, a decyzje były po prostu błędne. W związku z tym, jeżeli radni nie poprą proponowanych rozwiązań, nie widzę na razie możliwości wydawania zgodnych z prawem decyzji w sprawie alkoholu. Nikomu poza gastronomią. Zaszkodzi to oczywiście lokalnym przedsiębiorcom. Józef Cholewka, przewodniczący Rady Miejskiej, nie wprowadził uchwały pod obrady, a teraz już zapowiedział, że Rada uchwały nie przyjmie. Czemu? Bo tak!

Nie jestem admiratorem alkoholu i nie mam problemu z przygotowaniem działań zmierzających do ograniczenia jego dostępności, zwłaszcza na terenie miasta. Jestem jednak zwolennikiem przestrzegania prawa i dlatego wprowadzenie zaproponowanych zmian uważam za konieczne.

Drugi projekt na sesję nadzwyczajną ma podobne uzasadnienie – zmieniamy program gminny w zakresie regulacji wynagrodzenia pełnomocnika, bo umieszczony tam zapis jest po prostu, pomimo słusznych intencji, sprzeczny z ustawą. Od razu wyjaśniam, zanim znów jakiś nadgorliwy komentator wytropi spisek, że nowy pełnomocnik – Agnieszka Hess, nie pobiera za pracę w Gminnej Komisji wynagrodzenia. Zarabia ona 1000 zł brutto i jest to mniej, niż pobierał poprzedni pełnomocnik, prezes i radny w jednej osobie.

I na koniec ciekawostka – alkoholowy pełnomocnik Ewy Filipiak nigdy nie był na swoją funkcję powołany zarządzeniem. Nawet tego nikt nie dopilnował.