Mateusz Klinowski » dowiedz się więcejUrząd

Trolololo o prawnikach, asystentach i „znajomościach”

Urząd
gabinety polityczne

 

Czy obsługa prawna w Urzędzie Miejskim działa dobrze? Ile ona kosztuje mieszkańców? Ile zarabiają moi znajomi, których rzekomo pozatrudniałem w Urzędzie Miejskim? W wolnej chwili postanowiłem napisać kilka słów o tym, ale nie tylko.

Jedną z rzeczy, którą w moim krótkim sprawowaniu funkcji burmistrza mogę się pochwalić, jest stworzenie w Urzędzie Miejskim dobrego zespołu pracowników, który daje nadzieję na rozwój Wadowic. Trzon tego zespołu stanowią ludzie, których w Urzędzie Miejskim zastałem i awansowałem, co zresztą obiecywałem w kampanii wyborczej. Pozostałych wyłoniły konkursy. Dosłownie kilka osób to osoby przez mnie zatrudnione w drodze nominacji – moja wiceburmistrz i asystentka ds prawnych. Przepisy przewidują, że każdy nowy burmistrz dysponuje w Urzędzie własnym zaufanym personelem (tzw. gabinetem politycznym), z pracy odchodzi zaś personel poprzedniej ekipy. Tak też stało się w Wadowicach, a w wyniku tego pracę stracili lokalni dziennikarze, doradcy i asystenci poprzedniczki. Były to osoby bez kompetencji, ani znaczących osiągnięć, ale posiadający własną lokalną telewizję (Władysław Bieniek – ITV Wadowice) i portal (Marcin Płaszczyca – Wadowice.24), umocowani w lokalnym środowisku PiS. Pracę straciło również kilku „krewnych i znajomych królika”, w tym dzieci radnych tworzących dzisiaj klub PiS w Radzie Miejskiej. Jak widać, PiS w Wadowicach to ugrupowanie kumotrów, którzy kolonizowali Urząd Miejski w poprzednich kadencjach.

Zamiast tej gromady politycznych znajomków w urzędzie pojawiły się DWIE nowe osoby – doskonale wykształcone (wydział prawa, na którym sam pracuję), spoza układów, bezpartyjne i do tego sympatyczne. To dla Wadowic zysk. Z sytuacją tą nie mogą jednak pogodzić się zwolnieni z pracy dziennikarze lokalni. A głównym ich zarzutem jest…

„Zatrudnianie po znajomościach”

Nie zatrudniam i nie zatrudnię nikogo „po znajomościach”. Dwie wymienione osoby zostały przeze mnie zatrudnione bez konkursów w Urzędzie Miejskim, bo prawo w tym przypadku konkursów nie przewiduje. Są pewne stanowiska, na które po prostu trzeba powołać osoby zaufane i burmistrz na takie działanie dostaje mandat od wyborców. Nie oznacza to jednak, że zatrudnione w ten sposób osoby dostały pracę „po znajomościach”. Termin ten oznacza bowiem, że jedynym kryterium zatrudnienia jest znajomość. W obsadzie stanowisk politycznych jest to ważne (na tym polega przecież sens istnienia tych stanowisk), ale najważniejszym kryterium są kompetencje i to one decydują, że konkretne osoby otrzymały ode mnie szansę na sprawdzenie się w pracy dla społeczności Wadowic.

Równie nietrafny jest zarzut zwiększonych kosztów, na jakie narażam Urząd Miejski zatrudniając swoją własną ekipę w miejsce ludzi Ewy Filipiak. Oto zestawienie miesięcznych wydatków Gminy na utrzymanie etatów „politycznych” wczoraj i dziś. Nie pozostawia ono chyba żadnych wątpliwości.

gabinety polityczne

Nietrafny jest zarzut rosnących w Wadowicach kosztów administracji. Formułują je osoby nie mające większej wiedzy o strukturze budżetu (np. Zbigniew Targosz, czyli jeden z niesławnych rzeczników starosty Jończyka), nie sprawdzając, jakie wydatki z mocy prawa zostały przeniesione do tego działu znikając z innych. Gdyby którykolwiek z krytykujących moje działania pokusiłby się o sprawdzenie, ile wydajemy na pensje urzędników, odkryłby, że w 2015 roku zaoszczędziliśmy w budżecie prawie 1 000 000 zł na tej jednej pozycji!

Wielkie „wpadki” i donosy

Kolejny stawiany mi zarzut to rzekoma niekompetencja zatrudnionych przeze mnie urzędników. „Ale wstyd!” – tak portal asystenta poprzedniej burmistrz recenzował „wielką wpadkę” polegającą na tym, że w wyniku donosu Marcina Gładysza (drugi z rzeczników starosty Jończyka) Wojewoda Małopolski uchylił zarządzenie, którym wprowadziliśmy regulamin dworca autobusowego. Zarządzenie to regulowało kwestie drugorzędne, bo te najważniejsze (w tym stawki za korzystanie z przystanków) uregulowaliśmy uchwałą Rady Miejskiej. Właściciel Wadowice24, nie sprawdzając żadnych faktów, snuł więc „alternatywną historię” o szkolnym błędzie urzędników i przechwalających się znajomością prawa prawnikach z jednej strony, oraz pożytecznym donosie „blogera” z drugiej. Dworzec po tym miał się zawalić…

Od początku kadencji zasypywani jesteśmy donosami i skargami na wszystkie niemal nasze posunięcia. Przodują w tym tzw. „blogerzy”, czyli rozgoryczeni członkowie tych komitetów wyborczych, które nie odniosły sukcesów w wyborach. To oni szukają przysłowiowej „dziury w całym”, obsesyjnie ferują oskarżenia. Skutek tego taki, że tracimy czas na głupoty, a czasem i pieniądze (przypadek gminnego parkingu na ul. Wojtyłów). Tak samo czas tracą organy ścigania czy nadzór prawny Wojewody, gdzie trafiają litanie niepoważnych zarzutów (np. że regulamin parku nakazuje opiekę nad dziećmi, a na dworcu nie wolno dokarmiać zwierząt!). Wyroba i Gładysz – to nazwiska dobrze już znane w urzędach, ale raczej bez pozytywnych konotacji.

Zarzuty lokalnych trolli trafiają w pustkę, zwykle wynikając z nieznajomości prawa. Miejscowe portale nie pokazują jednak skali tych bredni, dla nich liczy się przede wszystkim sensacyjny przekaz. Nie wspomina się też oczywiście o tym, co w Urzędzie Miejskim działo się wcześniej i jaki bałagan tu panował.

Wracając jednak do sprawy regulaminu dworca, w gminach utrwaliła się praktyka, że część regulaminów wprowadza się (z oszczędności czasu) zarządzeniami. Tak było również w Gminie Wadowice od lat. Praktykę tą skontrolowała Regionalna Izba Obrachunkowa i… nie dopatrzyła się problemu. Oczywiście, gdy Marcin Gładysz był łaskaw poskarżyć się Wojewodzie, ten, pewnie i słusznie, zarządzenie uchylił i w identycznej treści za raz przyjęli je radni. Co w ten sposób osiągnął ów szanowny obywatel? Co z tego mają mieszkańcy? Zadałem mu to pytanie publicznie, ale nie raczył odpowiedzieć. Widocznie nie o korzyści dla mieszkańców naszej Gminy chodziło.

Jednocześnie, opinia publiczna do tej pory nie dowiedziała się o decyzjach Wojewody dotyczących choćby dwóch zarządzeń o odwołaniu dyrektorów szkół – Emilii Bieniek oraz Beaty Wajdzik. W obu przypadkach moje zarządzenia zostały utrzymane, gdyż były profesjonalnie przygotowane i zgodne z prawem. Oczywiście w niedawno opublikowanym, słynnym już filmie asystenta Bieńka, o tych rozstrzygnięciach ani słowa. Rozpowszechniane są za to w różnych miejscach plotki, że wyrzuceni z pracy w Urzędzie Miejskim wygrali procesy w sądach. Prostuję: nie wygrali.

Znakomita większość podejmowanych w Urzędzie Miejskim decyzji jest prawidłowa. Uchylenia zdarzają się sporadycznie, nie dotyczą spraw ważkich, a ich występowanie należy uznać za zjawisko normalne, mające miejsce w każdym urzędzie. Do tego chcąc uniknąć kolejnych donosów i tracenia czasu postanowiliśmy wszystkie zarządzenia przygotowane przez Ewę Filipiak, a mogące podpadać pod kompetencje Rady Miejskiej, wprowadzić zawczasu właśnie jako uchwały Rady. Oczywiście do nadzoru prawnego Wojewody popłynęły kolejne donosy. W ich efekcie będziemy się doktoryzować nad tak banalną sprawą, jak zarządzenia (a teraz już uchwały Rady Miejskiej) porządkowe, które nie mają większego praktycznego znaczenia dla nikogo.

Wcześniej, przez 24 lata rządów poprzedniej ekipy zarządzenia te nie przykuwały niczyjej uwagi. Teraz jednak krajobraz polityczny uległ „dobrej zmianie”.

„Gigantyczny” koszt obsługi prawnej

Jeżeli już o rządach Ewy Filipiak mowa, w sprawach prawnych panował niemożebny bałagan, kilka spraw po zmianie na fotelu burmistrza uratowaliśmy przed przedawnieniem, nie przejmowano się specjalnie nawet pozwami na miliony złotych. To wszystko oczywiście uległo znaczącej poprawie, jednak nie zdaniem byłych asystentów i rzeczników. W ich ustach pojawia się za to kolejny zarzut – „Klinowski płaci nieudolnym prawnikom gigantyczne kwoty”. I znów nie ma to nic wspólnego z prawdą.

mem koszt obsługi prawnej 2014-15

Porównajmy wydatki „na prawników” za czasów Ewy Filipiak i obecnie. W 2014 roku obsługa prawna wykonywana dwoma miejscowymi adwokatami i radcą prawnym (synem radnej z PiS) oraz ich asystentką kosztowała 213 600 zł. W 2015 roku obsługę prawną pełni zespół prawników – specjalistów z krakowskiej kancelarii, oraz jeden z poprzednich adwokatów, a mimo to obsługa prawna kosztuje Urząd Miejski znacznie mniej.

Za mniejszą kwotę dostaliśmy znacznie lepszą jakość – i o to właśnie chodzi. O tych i innych oszczędnościach dokonanych w Urzędzie Miejskim pod moim kierownictwem próżno jednak szukać w lokalnym Internecie. Są za to kolejne zmyślone zarzuty, gorzkie żale uprzywilejowanych za poprzedniej ekipy przedsiębiorców i szalone występy medialne. Lato zapowiada się gorące…